wyznania przedsiębiorcy pogrzebowego

Książka Caleba Wilde’a to nietypowa publikacja. Obecnie często spotykamy przedsiębiorców, którzy decydują się na wydanie książek, opisujących ich biznes i ścieżkę, którą przeszli. Przyznam jednak, że po raz pierwszy spotykam się z autorem, który postanawia opisać swoją drogę w biznesie funeralnym.

W żyłach Caleba Wilde’a, jak sam podkreśla, płynie krew co najmniej dziewięciu pokoleń przedsiębiorców pogrzebowych – sześciu ze strony ojca i pięciu ze strony matki. Dla małego Caleba życie „przez ścianę” z umarłymi nie było niczym wyjątkowym. Domy jego dziadków sąsiadowały z pomieszczeniami, w których przechowywano, balsamowano, myto i ubierano zwłoki. Jego zabawy z kuzynostwem w domu pogrzebowym, często między trumnami, stanowiły codzienność.

Dla rodziny Caleba było oczywiste, że podtrzyma tradycje rodzinne w biznesie pogrzebowym. Jednak on, w miarę dorastania i rozważania swojej przyszłej drogi życiowej, przeszedł przez wszystkie możliwe stany emocjonalne: bunt, rozpacz, wyparcie, ucieczkę, depresję, kontemplację, współodczuwanie z umierającymi i ich bliskimi, po pełne zrozumienie swojej misji.

Punktem przełomowym w jego decyzji była ucieczka do Afryki na misję wolontariacką. Tam zrozumiał, że jego powołaniem jest kontynuacja rodzinnej tradycji, gdyż bycie przedsiębiorcą pogrzebowym jest również formą czynienia dobra na świecie.

W książce swej opisuje różne oblicza śmierci, z którymi się zetknął – tragiczne wypadki, nieuleczalne choroby, przedawkowanie narkotyków, śmierć dziecka, śmierć ze starości czy śmierć nagła, której nikt się nie spodziewa. Przybliża nam też, jak skrajnie różne potrafią być reakcje rodzin na śmierć kogoś bliskiego: od kłótni i rozpadów, po współodczuwanie w spokojnej atmosferze, pełnej miłości.

Czy książkę polecam wszystkim? Nie! Jeśli lubisz lekturę w klimatach filozoficznych, jeśli, czytając, lubisz rozważać, konfrontować swoje podejście do tematu z tym, co przedstawia autor, to na pewno sporo z książki wyniesiesz. Autor w bardzo niewymuszony sposób skłania czytelnika do zatrzymania się, refleksji i oswojenia z faktem, że… każdego z nas to kiedyś spotka. Kimkolwiek jesteśmy, gdziekolwiek żyjemy. Każdego. I każdy z nas stanie choć raz w obliczu śmierci kogoś bliskiego, znajomego lub zupełnie obcego. Natomiast jeśli dosłownie zasugerujesz się tym, co obiecuje autor i wydawca w opisie książki, na ostatniej stronie obwoluty („Opowiem wam, jak to będzie wyglądać krok po kroku. O balsamowaniu, ubieraniu do trumny, czuwaniu przy zwłokach. ” ; „… dziś zapraszam was do domu pogrzebowego. Poznajcie jego tajniki…” ) możesz poczuć się mocno zawiedziony. Nie znajdziesz w niej bowiem żadnych opisów natury „technicznej”. Może dwa lub trzy zdania (i to mało konkretne) o procesie balsamowania, wzmiankę o… rozcinaniu odzieży w partii pleców, by łatwiej było ubrać nieboszczyka. I to wszystko. Żadnego dreszczyku.

Ostatni rozdział to szereg bardzo filozoficznych pytań do czytelnika, mających skłonić do przemyśleń i refleksji. Ja dobrnęłam chyba do czwartego lub piątego i wymiękłam. Zapętliłam się we własnych wnioskach…

Z ciekawostek: autor ma swoją stronę internetową oraz bloga (osobne domeny), więc jeśli wpiszesz w przeglądarkę Caleb Wilde i funeral, wyskoczy Ci na szczycie wyników wyszukiwania. (Ech! Ja to jestem! :D … Gdybym wrzuciła linki, miałabym wzorowe SEO :D – taki ze mnie buntownik!)

Czy polecam zakup książki? Hmm, myślę, że jeśli należysz jednak do czytelników o naturze bardziej filozoficznej, to… wypożycz ją z biblioteki (ja tak zrobiłam). Szkoda byłoby mi kasy i miejsca w biblioteczce na książkę, do której już raczej nie wrócę.

Kończąc tę recenzję chcę Ci jednak zacytować słowa Caleba Wilde’a, które każdemu z nas powinny otworzyć oczy na to, co jest, a o czym wielu z nas raczy zapominać. Szczególnie osoby, noszące z tyłu głowy non stop koncepcję życia pozagrobowego, która już za życia staje się ich „number one”:

Podstawowe nadużycie to przekonanie, że możemy przykładać większą wagę do życia po śmierci niż do życia tu na ziemi. A możliwe, że gdy wciąż zadzieramy głowę, by patrzeć w niebo, przegapiamy niebo, które mamy tuż pod nosem. I takie właśnie wynika z tego niebezpieczeństwo: że zaczniemy cenić życie wieczne w niebie bardziej, niż to niebo tutaj, na tym świecie.”

***
Wydawcą książki jest SIW Znak
Moja recenzja nie powstała we współpracy! Zwyczajnie, postanowiłam, że od czasu do czasu wrzucę dla Was recenzje przeczytanych książek, bez względu na to, czy będą to książki przeze mnie zakupione, czy wypożyczone z biblioteki. Nowości i całkiem “stare”. A że łykam literaturę różnych gatunków, w zależności od potrzeb lub nastroju, możecie liczyć na książkowy kosmos: od ckliwych romansów (czasami muszę wyluzować), poprzez biografie (uwielbiam!), po naukę i psychologię (lubię pogrzebać w człowieku, a przede wszystkim w sobie), na… biznesie i marketingu internetowym kończąc ;)