Syrop z mniszka lekarskiego

Co roku o tej porze mamy „narodowe mniszkobranie”. Inaczej mówiąc każdy, kto ma możliwość dotrzeć do mniszka lekarskiego, rosnącego w czystym środowisku, zbiera. A zbierając… liczy! Najczęściej do pięciuset, bo tyle z reguły trzeba zebrać kwiatów, aby zrobić słynny miód. Ja miodu nie robię – robię syrop.
Oto składniki:

żółte, otwarte kwiaty mniszka lekarskiego – ok. 500 sztuk
cytryna
1 kg cukru
1,5 litra wody

Działamy!

Kwiaty mniszka zamykają się na noc, więc zbieraj je rano, po otwarciu i po obeschnięciu porannej rosy, w słoneczny i suchy dzień. Zebrane kwiatostany rozłóż na papierze i pozwól wyprowadzić się owadom, które miały w nich przytulną metę.
I teraz są dwie szkoły. Jedna mówi, żeby wrzucać do gara od razu, bez usuwania zielonych części. Ja natomiast zawsze oddzielam żółte płatki i tylko je poddaję dalszej obróbce. Wiem, że to robota dla Kopciuszka, ale zapewniam, że warto, bo taki syrop ma zdecydowanie lepszy smak. Cytrynę dokładnie wyszoruj i pokrój w plasterki (nie obieraj ze skórki!). Do dużego garnka wrzuć kwiat mniszka oraz cytrynę i zalej wrzącą wodą w ilości 1,5 litra. Gotuj 5-10 minut, przykryj garnek szczelnie pokrywką i odstaw na +/- 24 godziny. Następnego dnia odcedź; możesz przez gazę dokładnie wycisnąć wszystko, co najcenniejsze z kwiatów i cytryny. Do otrzymanego płynu dodaj cukier i gotuj na małym ogniu, od czasu do czasu mieszając. Ja gotuję nie dłużej niż 30 minut, ponieważ po zlaniu do butelek lub słoików, pasteryzuję jeszcze przez 15 minut.

Taki syrop to skarb w okresie jesienno – zimowym, gdy łapie przeziębienie i drapie w gardle. Można go łykać, jak każdy syrop, ale też dodawać do herbaty lub pić rozcieńczony z wodą.

Mniszek lekarski to niezwykle cenne ziółko. Wszystkie jego części są jadalne – od kwiatów, poprzez łodygi i liście, na korzeniu kończąc. Warto o tym pamiętać, gdy mamy to szczęście, że wyrasta w naszym czystym ekologicznie ogrodzie, albo spotykamy go na wycieczkach z dala od „cywilizacji”. Tyle zdrowia zupełnie za darmo!